Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ventoux z miasteczka Chorzów. Mam przejechane 111010.08 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.05 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ventoux.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Alpy 2012

Dystans całkowity:1134.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:126.00 km
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
124.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Katschberg Pass i dolina rzeki Moll

Niedziela, 19 sierpnia 2012 · dodano: 07.04.2013 | Komentarze 0

Mimo, że nie najwyższa i najdłuższa to jednak najtrudniejsza przełęcz wyprawy- kilka kilometrów z kilkunastostopniowym nachyleniem wjeżdżana z całym dobytkiem na drodze niemal pozbawionej widoków.

Uroki Lungau © ventoux

Gmund © ventoux

Dolina rzeki Moll © ventoux

Wiaduktem w tle wiedzie trasa kolejowa © ventoux

Wysokie Taury © ventoux

Kategoria >100km, Alpy 2012, góry


Dane wyjazdu:
125.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Nationalpark Nockberge

Sobota, 18 sierpnia 2012 · dodano: 07.04.2013 | Komentarze 0

Turracher Hohe © ventoux

Jezioro na przełęczy Turracher Hohe © ventoux

Nockalme Strasse © ventoux

Nockberge © ventoux

Milka © ventoux

Tak sobie wyobrażałem alpejskie drogi © ventoux

Potęga gór © ventoux

Urokliwe alpejskie doliny © ventoux

Kategoria Alpy 2012, >100km, góry


Dane wyjazdu:
85.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Egzamin dojrzałości

Piątek, 17 sierpnia 2012 · dodano: 03.01.2013 | Komentarze 0

Poranek już tradycyjnie wita mnie słońcem. Opuszczam Schladming bardzo szybko i bez żalu, miasteczko jest bardzo komercyjne, nastawione głównie na "łojenie" turystów.
Czeka mnie dziś prawdziwy egzamin dojrzałości, wprowadzający w bardziej wysokogórski świat, którym jest przełęcz Radstadter Tauern(1739m.n.p.m) Tak wysoko na rowerze jeszcze nie byłem, więc z dużym respektem podchodzę do tego co mnie czeka. Podjazd nie jest szczególnie pokręcony, nie ma tego na co m.in. czekam na tej wyprawie czyli agrafek, ale widoki są już w pełni alpejskie. Odurzony widokami nawet nie wiem kiedy docieram do stacji Obertauern na której znajduje się przełęcz. Jak się po raz kolejny przekonuje to nie jest tak strasznie jeździć z sakwami po dużych górach.
Zjazd poza oczywistą przyjemnością wzbudza też inne odczucia... po drugiej stronie gór jest jakby bardziej zielono i zdecydowanie spokojniej:) Jestem w krainie zwanej Lungau... to dość rozległa dolina położona na wysokości około 1000m.n.p.m otoczona zewsząd tylko górami. Nie mam wątpliwości, że miejsce to nadaje się na co najmniej dwudniowy pobyt, więc w miejscowości Tamsweg rozbijam się na kempingu, regenerując się przed tym co czeka mnie jutro. A plany są ambitne:)
Wysokie Taury na horyzoncie © ventoux

Jak ja te góry przejadę?! © ventoux

Przy takich widokach żaden podjazd nie jest straszny © ventoux

Obertauern na przełęczy Radstadter Tauern (1739m) © ventoux
Długi i piękny zjazd do krainy zwanej Lungau © ventoux

Po tej stronie gór jakby bardziej zielono © ventoux

Droga do Tamsweg © ventoux

Kategoria Alpy 2012, góry


Dane wyjazdu:
125.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Schladming Sommercard

Czwartek, 16 sierpnia 2012 · dodano: 02.01.2013 | Komentarze 0

Piąty dzień wyprawy powitał mnie pięknym słońcem i miłym uśmiechem Holenderki, która biwakowała po sąsiedzku. Przyjechała tu ze swoim mężem, choć dało się wyczuć, że dobrze się nie bawi, w ogóle nie widziałem by ze sobą rozmawiali. Mnie humor jednak nie opuszczał, dziś zgodnie z założeniem miały pojawić się już większe schody.
Pierwszą atrakcją dnia był przejazd przez Gesause Nationalpark gdzie można się było poczuć trochę jak w Dolomitach...
Gdy go opuszczam i docieram do Admont mam dwie drogi do wyboru: jedną dłuższą ale łatwiejszą prowadząca doliną i drugą na skróty przez przełęcz, oczywiście wybór mógł być tylko jeden i po chwili już gramole się do góry. Na niełatwym podjeżdzie rośnie moja pewność siebie... zaczynam się powoli przyzwyczajać do balastu jaki ze sobą wiozę a na przełęczy zdobytej na raz czeka mnie też nagroda za mój wybór... widzę przed sobą rozległą doline alpejską i tuż za nią potężne góry, przez które wkrótce czeka mnie przeprawa.
Po krótkim odpoczynku błyskawicznie zjeżdżam w dół i gdy mam już się witać z Wysokimi Taurami spotyka mnie niemiła niespodzianka... droga jest zamknięta! Przez ulewne deszcze, które nawiedziły ten region w ostatnich tygodniach droga została podmyta i ruch tylko! samochodowy odbywa się wahadłowo.
Czeka mnie zatem zmiana planów, szybko sprawdzam mapę i już wiem, że dzisiaj na drugą stronę gór się nie przebiję. Wybieram sobie na jutro drogę przez Solkpass(1788m) lecz i tu pojawia się problem bo nie ma w pobliżu żadnego kempingu:/ Jestem na terenie parku narodowego i na spanie na dziko w takim miejscu nie jestem jeszcze mentalnie gotów. Jadę więc dalej do Schladming... nie wiem czy to nie był najgorszy wybór mojej wyprawy, bo trafiam na zatłoczony i piekielnie drogi kemping(20EUR). Widząc moje rozczarowanie gospodarz kempingu próbuje ratować sytuacje i wciska mi coś co się zwie Schladming Sommercard opowiadając dobre pieć minut o jego zaletach. Ja wiem jednak swoje i 80 dyszek za kawałek ziemi uważam za zdzierstwo!
Poranek w Mooslandl © ventoux

Droga przez park narodowy Gesause © ventoux

Admont © ventoux

Droga na skróty między Admont a Trieben © ventoux

Tam gdzieś miałem jechać... © ventoux

Grimming w czapce z chmur © ventoux

Kategoria góry, Alpy 2012, >100km


Dane wyjazdu:
135.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Cud w Mariazell

Środa, 15 sierpnia 2012 · dodano: 30.12.2012 | Komentarze 2

Po nocy spędzonej po raz pierwszy na austriackim kempingu pobudka była bezstresowa. Fantastyczna pogoda i szykujący się pierwszy całkowicie alpejski dzień powodował, że energia mnie wprost rozpierała. W takiej sytuacji mogłem spodziewać się już tylko czegoś złego, bo nic lepszego nie mogło mnie już dzisiaj spotkać. No i daleko nie zajechałem bo pod najbliższy market gdy zorientowałem się że... że mamy dzisiaj święto!!! Nie uśmiechało mi się wydawać Euro w drogich "gasthofach" czy innych tego typu przybytkach. Nie po to w końcu targam ze sobą te wszystkie manatki, żeby potem swoją "fortunę" rozdawać bogatym.
I gdy tak już zacząłem się oswajać z myślą o dosyć kosztownym dniu, dojechałem do bardzo ładnej miejscowości Mariazell będącej celem wielu pielgrzymek. I tak jak na co dzień jestem dosyć sceptyczny w tych sprawach, tak tam autentycznie stałem się świadkiem cudu. Bo o to w świąteczny dzień, w takim cywilizowanym kraju jak Austria, gdzie w niedziele i święta się nie pracuje, trafiłem na... na otwartą Billę!:)
Początek podboju Alp © ventoux

Mariazell © ventoux

Dolina rzeki Salza © ventoux

Salza © ventoux

Mooslandl © ventoux

Kategoria >100km, Alpy 2012, góry


Dane wyjazdu:
115.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Spełnić marzenie

Wtorek, 14 sierpnia 2012 · dodano: 30.12.2012 | Komentarze 2

Pobudka wcześnie rano nie była łatwa po nocy spędzonej na dziko przy akompaniamencie lądujących samolotów, ale trzeba było się szybko ulotnić co by już na wstępie nie mieć zatargów z miejscowymi. Jeszcze wtedy nie wiedziałem jaką ludzie w Austrii mają mentalność i nastawienie do rowerzystów...
Tego dnia miałem już wjechać w Alpy, czyli miało się spełnić jedno z moich rowerowych marzeń, na razie jeszcze nie tych wysokich, ale od dzisiaj przez ponad tydzień miało być tylko ciężko i coraz ciężej:)
Pierwsze zderzenie z tymi górami okazało się jednak trudne z innego powodu, panował tu nie akceptowalny dla mnie bardzo duży ruch. I zacząłem obawiać się, że może nie będzie to dla mnie żadne mistyczne doświadczenie, a co najwyżej piękna ale uciążliwa wyprawa.
Obawy jednak szybko znikły bo ciągnące się sznury głownie ciężarówek miały swój konkretny cel w Pernitz, a poza tym równolegle do tej drogi ciągnęła się świetnie oznaczona scieżka rowerowa, czego moje zaślepione widokami oczy już nie zauważyły.
Końcówka dnia zatem była jak najbardziej mistyczna, widoki na Schneeberg, podjazd którego nazwy nie pamiętam i miejsce noclegowe w uroczej miejscowości Rohr im Gebirghe rozbudzało zmysły i wyobrażnię należycie:)
Zbliżające się Alpy © ventoux

Rejon pierwszego noclegu w Alpach © ventoux

#lat=47.966262281451&lng=16.27868&zoom=9&maptype=ts_terrain
Kategoria >100km, Alpy 2012, góry


Dane wyjazdu:
171.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Tranzyt przez Słowację

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 · dodano: 13.09.2012 | Komentarze 0

Ten dzień z założenia miał być najbardziej niewdzięczny, najmniej atrakcyjny i najdłuższy. Mając w perspektywie podziwianie alpejskich krajobrazów nawet całkiem ładne Białe Karpaty czy jakby nie było europejska stolica Bratysława nie budziła we mnie szczególnych emocji. Największe emocje tego dnia wzbudził we mnie mój własny rower a konkretnie koło z którego zaczeło uchodzić powietrze...
Wkurzyło mnie to mocno bo nie po to inwestowałem tuż przed wyjazdem spore pieniądze na porządne opony Schwalbe żeby teraz zawracać sobie takimi rzeczami głowę. Okazało się jednak, że wina jest po mojej stronie bo przy zmianie opon musiałem niechlujnie włożyć dętke w oponę...
Do Bratysławy docieram pózno, postanawiam jak najszybciej te miasto opuścić, żeby mieć jeszcze czas na znalezienie miejsca na nocleg. Przekraczam zatem Dunaj gdzieś na przedmieściach i szybko wjeżdzam do Austrii. Jadę najpierw naddunajską scieżką a potem odbijam na południe gdzie pośród przeważnie już zaoranych pól znajduje kawałek trawy. Miejsce okazało się najgorszym z możliwych bo do póżnej nocy muszę słuchać podchodzące do lądowania na wiedenskie i bratysławskie lotniska samoloty.

Białe Karpaty © ventoux

Bratysława © ventoux
Kategoria >100km, Alpy 2012


Dane wyjazdu:
166.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Początek wyprawy

Niedziela, 12 sierpnia 2012 · dodano: 13.09.2012 | Komentarze 0

Ostatni tegoroczny urlop, którego celem mają być Alpy rozpoczynam w pociągu w Katowicach. Koleją docieram do Zwardonia gdzie ma rozpocząć się moja największa rowerowa przygoda w życiu.
W Zwardoniu wita mnie nieprzyjemna mżawka w towarzystwie której docieram do słowackiej Cadcy. Tam rozpoczyna się prawdziwa ulewa przemieniając drogę w rzekę. Dobre 1,5h przeczekuję na przystanku, zastanawiając się przy tym ile podobnych sytuacji będę przechodził w Alpach... Jak życie potem pokazało ani jednej!:)
Gdy żywioł ustępuje ruszam w górę, bo od samego miasteczka droga prowadzi lekko pod górę aż do samej granicy z Czechami. Stamtąd niemal do samego Vsetina jadę w dół z coraz większym optymizmem spoglądając na niebo. Dalsza podróż tego dnia to już tylko czysta przyjemność czyli typowo czeskie drogi... Gdzieś za Uherskim Brodem znajduję miejsce na nocleg z pięknym widokiem na okoliczne góry.
Kategoria >100km, góry, Alpy 2012